Sosny
Ciągle czegoś się spodziewam, O tym samym myślę wciąż. Wieczór w okno me się wlewa, Pod oknem sosnowy gąszcz.
Pnie tych sosen purpurowe, Kłujący, ponury las. Pnie surowe, pnie sosnowe Skrzypią, skrzypią cały czas.
Coraz większe mam pragnienia Rodzące się w moich snach – Lecz to tylko ból zwątpienia Przy zamkniętych szczelnie drzwiach.
Sosny kołyszą się, chwieją I szum ich tu słyszę wciąż. One tam się ze mnie śmieją, Szumem swym tak ze mnie drwią:
„Bezradne są i bez siły Wszystkie dręczące cię sny. Spójrz, my też jesteśmy pyły, Tak samo suche jak ty.
Kołysząc się tu bezpieczne, Niezmiennie każdego dnia, Martwe jesteśmy i wieczne, Podobnie jak dusza twa.
W bezpłodnej buntowniczości Duch w tobie dawno już sczezł. Twojej duszy brak czułości, A serce jak igła jest.”
Nie słucham, zatykam uszy. Sosny, ja przeklinam was! Nie zamienię mojej duszy Nigdy w obojętny głaz.
Miłości pragnę i wiary – Ale śpi wciąż dusza ma… Śmieje się chór sosen szarych, Które kłują tak jak ja.
1902
Bezsilność
Patrzę na morze chciwymi oczami, Z brzegu, jak gdyby do ziemi przybity. Stoję nad przepaścią, nad niebiosami, Ale nie mogę ulecieć w błękity.
I życie i śmierć budzą we mnie trwogę. Nie wiem, pokornym być czy się buntować… Choć Bóg mi bliski – modlić się nie mogę; Miłości pragnąc, nie mogę miłować.
Ku słońcu obie dłonie wyciągnąłem… Widzę, jak w szarych obłokach się chowa. Wydaje mi się, że prawdę pojąłem, Ale wciąż dla niej nie znajduję słowa.
1894
Miłość jest jedna
Raz się zapieni fali grzywa Zanim ją znów pochłonie morze. Miłość jest jedna – ta prawdziwa, Serce zdradami żyć nie może.
Czasem kłócimy się, gniewamy, Lecz w sercu nic się nie zmieniło; Kłamiemy, ale nie zdradzamy. Jedna jest dusza – jedna miłość.
Tak jednostajnie, dniem i nocą Długiego życia nić się przędzie… Ale ta stałość jest pomocą, Jedna jest miłość – zawsze będzie!
Bo nieskończoność jest w stałości, Głębia jest w tym, co się nie zmienia. I coraz bliżej do wieczności; Miłość jest jedna – bez wątpienia!
Miłości naszej krew oddamy, A wierność nigdy nie zawodzi. Jedyną miłością kochamy Która tak jak śmierć, raz przychodzi.
1896
Uśmiech
Zapewniam, nigdy już nie zwiodą mnie Manowce dawno przeżytych goryczy, Choć wciąż się kryją gdzieś, na duszy dnie, Ich smutne ślady nie zatarte niczym.
Lata mijają, serce się nie zmienia, Żadna się chwila nie powtórzy nam. Z wszystkich radości najbardziej doceniam Dziś miłość, którą niepodzielną mam.
Szczęścia, obawy, wstydu nie ma w niej, Nie wiem też dokąd ona mnie prowadzi… Ale jest jedna pewność w duszy mej: Choć ja się zmieniam – serce me nie zdradzi.
1897
Wiersz sentymentalny
Siedzę samotnie, zamyślona, Za oknem milczy śnieg puszysty. Cisza… Kwiaty… Lampa przyćmiona – A wkoło leżą stare listy. Milczę, powoli czas upływa, Już niemal słyszę ciszy tchnienia… Treść listów wciąż jest dla mnie żywa, Miłe przeszłości są wspomnienia. Odeszły w nicość wszystkie cienie, Została tylko radość czysta. I dzisiaj z głębokim wzruszeniem Zagłębiam się w spłowiałych listach. „Ja będę kochał, śmiercią gardząc, Aż po ostatnie życia tchnienie…” Nie nadaremnie pragnął hardo Zwyciężyć śmierć śmiały młodzieniec. Miłość się w duszy wypaliła… Cóż nam po snach ulotnych teraz? Lecz sprawia tajemnicza siła, Że słow o nigdy nie umiera. Te słowa padły w uniesieniu, Może kłamliwie lub zbyt śmiało; Smutki uległy zapomnieniu, Lecz słów zapomnieć się nie dało.
Snują się liter czarnych roje, Przypominają dawne dzieje. Tylko czystością i spokojem Od ich nieprawdy dzisiaj wieje.
Niech słowa listu pożółkłego Wciąż się w pamięci mej zjawiają. Te dzieła serca śmiertelnego, Większą moc od ich twórcy mają. ………………………………………………… Za oknem głuchej nocy cienie, Usnęły kwiaty, milczą śniegi… A ja wciąż patrzę ze wzruszeniem Na tych wyblakłych liter ściegi.
1896
Zachód
W blasku dogasających zórz, Jeszcze ostatnia sosna płonie, Lecz wkrótce mrok ją też pochłonie. Dzień skończył się – nie wróci już.
Minął, przeleciał niby ptak, Nic się wielkiego nie zdarzyło. Wszystko zwyczajne w tym dniu było, A nie powtórzy się i tak…
1928
Выбор и перевод Анджея Левандовского
|
Сосны
Желанья всё безмернее, Всё мысли об одном. Окно моё вечернее, И сосны под окном.
Стволы у них багровые, Колюч угрюмый сад. Суровые, сосновые Стволы скрипят, скрипят.
Безмернее хотения, Мечтания острей — Но это боль сомнения У запертых дверей.
А сосны всё качаются И всё шумят, шумят, Как будто насмехаются, Как будто говорят:
«Бескрылые, бессильные, Унылые мечты. Взгляни: мы тоже пыльные, Сухие, как и ты.
Качаемся, беспечные, Нет лета, нет зимы... Мы мёртвые, мы вечные, Твоя душа — и мы.
Твоя душа в мятежности Свершений не дала. Твоя душа без нежности, А сердце — как игла».
Не слушаю, не слушаю, Проклятье, иглы, вам! И злому равнодушию Себя я не предам,
Любви хочу и веры я... Но спит душа моя. Смеются сосны серые, Колючие — как я.
1902
Бессилье
Смотрю на море жадными очами, К земле прикованный, на берегу... Стою над пропастью — над небесами, — И улететь к лазури не могу.
Не ведаю, восстать иль покориться, Нет смелости ни умереть, ни жить... Мне близок Бог — но не могу молиться, Хочу любви — и не могу любить.
Я к солнцу, к солнцу руки простираю И вижу полог бледных облаков... Мне кажется, что истину я знаю — И только для нее не знаю слов.
1894
Любовь одна
Единый раз вскипает пеной И рассыпается волна. Не может сердце жить изменой, Измены нет: любовь — одна.
Мы негодуем иль играем, Иль лжем — но в сердце тишина. Мы никогда не изменяем: Душа одна — любовь одна.
Однообразно и пустынно, Однообразием сильна, Проходит жизнь… И в жизни длинной Любовь одна, всегда одна.
Лишь в неизменном — бесконечность, Лишь в постоянном — глубина. И дальше путь, и ближе вечность, И всё ясней: любовь одна.
Любви мы платим нашей кровью, Но верная душа — верна, И любим мы одной любовью… Любовь одна, как смерть одна.
1896
Улыбка
Поверьте, нет, меня не соблазнит Печалей прежних путь давно пройденный. Увы! душа покорная хранит Их горький след, ничем не истребленный.
Года идут, но сердце вечно то же. Ничто для нас не возвратится вновь, И ныне мне всех радостей дороже Моя неразделенная любовь.
Ни счастья в ней, ни страха, ни стыда. Куда ведёт она меня — не знаю… И лишь в одном душа моя тверда: Я изменяюсь, — но не изменяю.
1897
Сентиментальное стихотворение
Час одиночества укромный, Снегов молчанье за окном, Тепло… Цветы… Свет лампы томный — И письма старые кругом.
Бегут мгновения немые… Дыханье слышу тишины… И милы мне листы живые Живой и нежной старины.
Истлело всё, что было тленьем, Осталась радость чистоты. И я с глубоким умиленьем Читаю бледные листы.
«Любовью, смерти неподвластной, Люблю всегда, люблю навек…» Искал победы не напрасно Над смертью смелый человек.
Душа, быть может, разлюбила — Что нам до мимолетных снов? Хранит таинственная сила Бессмертие рожденных слов.
Они когда-то прозвучали… Пусть лжив торжественный обет, Пускай забыты все печали — Словам, словам забвенья нет!
Теснятся буквы чёрным роем, Неверность верную храня, И чистотою, и покоем От лжи их веет на меня.
Живите, звуков сочетанья, И повторяйтесь без конца. Вы, сердца смертного созданья, Сильнее своего творца .…………………………….. Летит мгновенье за мгновеньем, Молчат снега, и спят цветы… И я смотрю с благоговеньем На побледневшие листы.
1896
Закат
Освещена последняя сосна. Под нею темный кряж пушится. Сейчас погаснет и она. День конченый — не повторится.
День кончился. Что было в нем? Не знаю, пролетел, как птица. Он был обыкновенным днем, А все-таки — не повторится.
1928
|